var _gaq = _gaq || []; _gaq.push(['_setAccount', 'UA-21560509-1']); _gaq.push(['_trackPageview']); (function() { var ga = document.createElement('script'); ga.type = 'text/javascript'; ga.async = true; ga.src = ('https:' == document.location.protocol ? 'https://ssl' : 'http://www') + '.google-analytics.com/ga.js'; var s = document.getElementsByTagName('script')[0]; s.parentNode.insertBefore(ga, s); })();

czwartek, 3 marca 2011

Web Safe


                Telefon komórkowy, komputer, laptop, Internet, karta bankomatowa… W dzisiejszych czasach nikt z nas nie wyobraża sobie życia bez tych rzeczy. Postęp techniczny sprawia że komórkę możemy kupić już za 0,99 gr, a nowoczesne telefony z dostępem do sieci są już nie wymysłem sci-fiction tylko rzeczywistością. Laptop, z podpięciem do sieci bezprzewodowej to koszt który każdy z nas jest w stanie ponieść bez większego obciążenia. Wszyscy jesteśmy podłączeni do globalnego wirtualnego systemu. Na portalach społecznościowych takich jak facebook, twitter czy myspace, logują się już miliardy użytkowników, udostępniając przeróżne informacje o sobie. Większość banków umożliwia nam rozporządzanie naszymi pieniędzmi za pośrednictwem Internetu. Pieniądze nie są już plikiem banknotów, tylko plastikową kartą z chipem. Łatwiej jest przecież kupić okulary Ray Bana na allegro i zrobić przelew, niż pójść do sklepu i zapłacić gotówką. Wszystko fajnie, ale…
                Każde urządzenie, komputer PC, laptop, komórka, która zostaje podpięta do sieci jest „nasze” przez pierwsze piętnaście minut. Tyle bowiem zajmuje hackerowi spenetrowanie naszego urządzenia i ściągnięcie potrzebnych mu informacji. Trzeba jednak wiedzieć że nie każdy hacker włamuje się do systemu żeby ukraść informacje, włamuje się żeby „zdobyć” komputer i odhaczyć go na liście swoich zwycięstw. Zdarza się jednak, że komputer zostaje zaatakowany w celu przejęcia danych i zniszczenia ich. Tracimy wtedy wszystkie informacje, a czasem i cały system który nadaje się do kosza. Co możemy zrobić?
            Najprostszym rozwiązaniem które możemy zrobić jest oczywiście zainstalowanie programu antywirusowego, oryginalnego lub ściągnięcie bezpłatnej wersji z Internetu. Program chroni nas przed robakami wirusami i częściowym naruszeniem systemu. Należy pamiętać jednak że wirusy ewoluują, więc trzeba ten program uaktualniać. Zdarza się że taki program nie zawsze nas ochroni, i komputer zostanie zaatakowany a informacje mogą zostać stracone. Jedynym rozwiązaniem jest tworzenia tzw. backupów – kopii zapasowych plików. Sposób jest jeden trzeba zainwestować w pamięć zewnętrzną wysoko pojemną (np.: 30 Gb), i w regularnych odstępach czasu tworzyć kopie, warto pomyśleć o tym zanim będzie za późno. Ważne jest żeby po zrobieniu kopii, odłączyć pamięć od gniazda prądu – zawsze może być zwarcie, iskra, i po pamięci. Kolejna sprawa to popularne „flash’e”, „gwizdki”, „palce” – czyli pamięć USB. Powszechne urządzenie na którym przechowujemy mniejsze pliki małe filmy, czy muzykę. Trzymamy je na kolorowych smyczach w kieszeni spodni, plecaku, czy torbie, przy kluczach i w portfelu, wtykamy? Wszędzie gdzie się da, żeby pochwalić się nowym remiksem Lady Gagi, czy zdjęciem z wakacji. Robiąc to niemal machinalnie, nie myślimy o tym że każdy kontakt z innym komputerem to potencjalne zagrożenie dla naszego własnego. Przecież nie każdy dba o swój komputer tak jak my, nie wiemy jakie wirusy możemy złapać. Rada? Po każdym kontakcie z innym komputerem za pomocą flash’a powinniśmy profilaktycznie zeskanować nasz komputer za pomocą programu antywir. To samo zróbmy z naszą pamięcią USB. Zmniejszy to ryzyko zaśmiecenia nam komputera, przedłuży jego żywotność, a na pewno sprawi że nie będziemy żyć w nieświadomości potencjalnego zagrożenia.
Kończąc chciałbym przytoczyć tu pewną historię dotyczącą realnego zagrożenia jakie może spotkać w obecnych czasach nasze komputery, czy inne urządzenia podłączone do systemu, a posiadające elektryczne źródło zasilania.
            Rok 2010 potężna niemiecka firma produkująca podzespoły do urządzeń teleinformatycznych. W wyniku kryzysu zostaje zwolnionych część personelu odpowiedzialnego za obsługę informatyczną firmy. Sfrustrowany zwolniony pracownik chcąc zemścić się na pracodawcy dopuszcza się ataku na serwerownię firmy, z powodzeniem. Firma traci setki tysięcy gigabajtów danych zapisanych na dyskach w serwerowi, straty liczone są w milionach euro. Zastanowienie wzbudza sposób w jaki atak został przeprowadzony. Otóż do uzyskania tak piorunującego efektu użyto… szlifierki kątowej, przedłużacza i mikrofalówki. Po odpowiednim zaadaptowaniu tych urządzeń, i ustawieniu ich w pobliżu serwerowi, wysłany został impuls mikrofalowy, który „spalił” wszystko co posiadało procesor. Prymitywny, lecz jakże skuteczny sposób.
Bezpieczeństwo jest więc nie tylko brakiem zagrożenia, ale również dbaniem o swój sprzęt, i myśleniem o skutkach zdarzeń zanim one nastąpią.

poniedziałek, 7 lutego 2011

National Guard w Polskim wydaniu cz.III


Narodowe Siły Rezerwy mają w docelowo być czymś w rodzaju Amerykańskiej Gwardii Narodowej. Składać się będą z rezerwistów, którzy ukończyli specjalne przeszkolenie oraz oficerów rezerwy, absolwentów wyższych szkół oficerskich. Rezerwistą będzie mógł być każdy, a jego służba będzie ograniczała się do trzydziestu dni w roku. Zagospodarowanie czasowe będzie zależne od dowódcy regularnej jednostki do której rezerwista będzie przydzielony. Tak więc służba może trwać dwa dni w miesiącu, tydzień na kwartał lub piętnaście dni co pół roku. Za czas spędzony w jednostce żołnierz – rezerwista otrzyma ekwiwalent równy lub podobny do wynagrodzenia jakie otrzymałby w swoim miejscu pracy. Prócz szkoleń krajowych, chętni rezerwiści będą mogli w przyszłości brać udział w misjach zagranicznych. Instytucja NSR różni się znacznie od szkoleń rezerwistów które odbywały się w systemie poborowym. Pierwsza i najważniejsza jest taka że do NSR-u wstępują wyłącznie ochotnicy, nie ma przymusu, więc na szkolenia powinni stawiać się dobrowolnie, a nawet chętnie. Różnica jest też w szkoleniu, tu niestety nie wygląda to tak kolorowo, bowiem rezerwista przed wstąpieniem do NSR-u odbywa 3 miesięczne szkolenie a cała roczna służba wynosi wspomniane trzydzieści dni. Łatwo więc policzyć że w systemie poborowym szeregowy żołnierz odbywał średnio 270 dni służby. W NSR szeregowy wraz z pierwszym szkoleniem, rocznie odbywa ich tylko 120,a w następnych latach po trzydzieści kolejnych dni. Przed rezerwistami będą stawiane zadania regularnych Sił Zbrojnych w czasie katastrof. I tak na przykład jeśli w danym rejonie nastąpi powódź, do usuwania jej skutków nie zostaną wyznaczone jednostki zawodowe – jak to miało miejsce dotychczas, lecz żołnierze z NSR.

Zasadniczy problem z NSR jest taki, że w obliczu malejącej liczby etatów w armii, są oni (rezerwiści) traktowani jako regularne wojsko. Zdarzają się przypadki że stan faktyczny jednostki i zadania dla niej wyznaczone, w żaden sposób nie przekładają się na założenia stawiane przez sztabowców, podległych aparatowi politycznemu. W skład osobowy jednostek są wpisywani rezerwiści, tak jakby byli czynnymi żołnierzami, będącymi skoszarowani i pozostającymi w dyspozycji dowódcy. Mamy więc sytuację gdzie z, powiedzmy czterystu osobowej jednostki 1/2 stanowią rezerwiści którzy pojawiają się trzydzieści dni w roku, a zadania są przydzielane, jak dla kompletnego składu osobowego.
Można zrozumieć że wiele niedociągnięć jest spowodowane tym że cały program jest dopiero wdrażany, i że jest to zdecydowane novum w polskich realiach. Jednak niestety na dzień dzisiejszy sytuacja ta sprawia że w znacznym stopniu obniża się zdolność bojową Polskiej armii. Przede wszystkim zmiany jakie następują od 2009 roku, odbywają się w sposób zdecydowanie zbyt gwałtowny. Likwidowanie jednostek wojskowych – argumentowane szukaniem oszczędności oraz likwidowanie etatów dla żołnierzy sił regularnych powoduje że na własne życzenie dokonujemy rozbrojenia wojska. Natomiast wdrażane programy NSR, w obecnym momencie nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa, ponieważ z oczekiwanych docelowych na tym etapie trzydziestu tysięcy ochotników, jest ich niewiele ponad dziesięć tysięcy. Przy obecnym stanie armii, można wątpić w jej zdolność bojową oraz możliwości pokrycia terenu nadgranicznego, i skutecznej obrony przed działaniami konwencjonalnymi potencjalnego przeciwnika. Gorzki uśmiech budzi informacja że liczba milicjantów w dziesięciomilionowej Moskwie wynosi 150 tysięcy, natomiast docelowa liczba Polskiej armii ma wynosić 110 tysięcy żołnierzy, wraz z rezerwistami.
Inną sprawą pozostaje traktowanie doświadczonych oficerów którym powinęła się noga. Nie mówię tu o przykładzie generała Skrzypczaka, który sam oddał się do dyspozycji prezydenta po udzieleniu w mediach wywiadu. Mówię raczej o doświadczonych specjalistach, którzy stają się ekspertami w programach TVN 24 i tam omawiają bieżące wydarzenia. Czemu nie mogą na tak hołubiony wzór zachodni stać się cywilnymi doradcami w administracji wojskowej? Polityka niestety marnuje potencjał polskiej armii, szukając wszędzie oszczędności, i skazując na banicję tych którzy mają inne zdanie, lub wskazują błędy.
Miejmy nadzieję że politycy decydujący o obronności i bezpieczeństwie przejrzą na oczy i zdołają naprawić swoje błędy, jeśli zaś nie to powinniśmy uznać że ich wiara w niezawodność systemów bezpieczeństwa międzynarodowego jest słuszna.

niedziela, 6 lutego 2011

National Guard w Polskim wydaniu cz.II


Do tematu profesjonalizacji i sposobu jej przeprowadzania, odnosi się w swojej biografii gen. Waldemar Skrzypczak. Był on Dowódcą Wojsk Lądowych, w latach 2006 – 2009, odwołany ze stanowiska po udzieleniu krytycznego wywiadu dotyczącego MON i jego roli w misjach w Afganistanie.
 „To poważny problem. Od kilku lat opcja polityczna, która zdobywa władzę, dochodzi do wniosku że zdobywa armię. Wojsko zaliczane jest do łupów politycznych tych którzy wygrali wybory. Niestety interes koleżeńsko – partyjny oraz prywatno – koleżeński triumfuje nad interesem narodowym. Określiłbym to jako prywatyzacje armii przez poszczególne grupy polityczne. Każda z nich ma ulubionych dowódców, ludzi, których chce awansować, którzy będą robili karierę, jeśli to ”my” dorwiemy się do władzy. Doskonałym tego przykładem jest niestety, minister Klich. On rozdaje w wojsku karty, on o wszystkim decyduje. Dowódcy nie maja nic do powiedzenia. Nie chcę podważać cywilnej kontroli nad armią, problem tkwi gdzie indziej. Przywołany wcześniej Klich po prostu nie zna się na wojsku, nie jest przygotowany merytorycznie, nie ma wiedzy, orientacji. Proszę, niech podejmuje decyzje, ale niech ją przynajmniej skonsultuje. Prawda jest taka, że mnie pan minister nigdy o radę nie pytał. Wielu generałów dostosowuje się do takiego stylu gry. Podlizują się politykom, stawiają na którąś z opcji, wiedzą, że ich wygrana to także ich sukces. To niestety, niszczy armię, która powinna być apolityczna i dla polityków nie dotykalna. To łamie kręgosłupy dowódców, oddaje komendę nie tym, którzy są najlepsi, ale tym którzy są „nasi”.
„W Polsce zmieniła się konstelacja polityczna. Platforma Obywatelska wygrała wybory. W listopadzie 2007 roku do MON przyszedł nowy minister – Bogdan Klich.(…) Wojskowi pokpiwali że lekarz psychiatra został ich szefem. Gazety przypominały że nigdy nie służył w armii, co więcej w latach 80 był działaczem pacyfistycznej organizacji Wolność i Pokój. Kiedy po studiach kierowano go na przeszkolenie wojskowe urządził strajk głodowy.(…)”
„Generał Czesław Piątas odpowiadał min. Za profesjonalizację armii. Był to konik samego ministra Klicha, który jako były pacyfista nienawidził poboru, i uważał że w wojsku mają służyć tylko Ci którzy maja na to ochotę.”
Problem leży też w finansowaniu, na kontrakty po prostu nie ma pieniędzy, a jeśli te już się znajdą, zostają zamiast w kadry ludzkie, wpakowane w sprzęt który nijak ma się do misji której podejmuje się Wojsko Polskie w ostatnich latach. Misja która powinna budować prestiż Polski na arenie międzynarodowej sprawia że sojusznicy patrzą na Nas z politowaniem, a zagraniczne gazety jawnie się z nas śmieją.
„Nie mogłem się doprosić o najpotrzebniejszy sprzęt dla żołnierzy w Afganistanie. Chodziło o zakup śmigłowców, zwiadowczych samolotów bezzałogowych, o karabiny maszynowe, które można byłoby zamontować na transportowych śmigłowcach M-17. Odbijałem się od ściany. A pieniądze na co innego były. Na przykład w 2008 roku minister Bogdan Klich wydał decyzję o kupieniu ośmiu samolotów Bryza za 620 milionów złotych w fabryce w Mielcu, gdzie rządzą amerykańscy inwestorzy. Bryzy to są taksówki powietrzna dla 8-12 osób, bez wojskowego przeznaczenia. Zakupu dokonano bez przetargu.”
Cdn.
  
Cytaty: 
Moja Wojna; Waldemar Skrzypczak, Michał Majewski, Paweł Reszka;  Zysk i Ska; Poznań 2010